Czyli o tym, co warto robić, a co warto tylko pokazać raz w roku w "związku", zapraszam!
Happy Valentines Day! I just call to say "I love you"! Druga cholerna Gwiazdka w lutym. Wejdziemy do przykładowego Tesco, Biedronki czy czegokolwiek innego, od razu widzimy stanowisko tematyczne, a w nim (oczywiście to tylko między innymi):- pluszowe misie, które trzymają serca z napisem "i love you", bo już nie stać kupującego na wypowiedzenie tych słów normalnie, po polsku, romantyczniej; trzeba kupić misia!
- książki z cytatami Paula Coelho na każdy dzień roku, a gdy nadejdą kolejne Walentynki można kupić następną (edycja limitowana, ale w każde inne święto też wystawiają te BESTSELLERY!)
- słodycze! Bo przecież nie ma nic piękniejszego niż okazanie miłości przez 500 kalorii w jednym deserze. Żyć nie umierać!
Jakby nie patrzeć, święto to obchodzone jest hucznie. Chyba każdy dobrze wie, kim jest święty Walenty. Jest to patron chorych na epilepsję (tzw. padaczkę) i psychicznie chorych. Pamiętam, że 3 lata temu, gdy jeszcze w mojej parafii dobrze się wiodło, a wikary umiał rozmawiać z młodzieżą, na Walentynki zaczął opowiadać, jak to on nienawidzi tego święta. W tym właśnie roku uczestniczyłam w szkolnej akcji "poczta walentynkowa", gdzie każdy uczeń za opłatą mógł wysłać anonimową kartkę drugiej osobie. No cóż, idea dosyć fajna, ładna. Tylko czy naprawdę warto pielęgnować takie uczucia raz do roku i rzucać słowa "kocham Cię" tak jakby na wiatr?
Jakub zakochany w Ani może się zreflektować i powiedzieć jej, że ją kocha, bo wszyscy to mówią, może później powiedzieć, że to tylko Walentynki, przecież każdy tak robi. Może jednak zostać odrzucony, iść do Asi i to właśnie jej powiedzieć, że ją kocha, bo nie chce być sam. Koło się zamyka, gdy Asia i Ania zaczną o tym rozmawiać, a Jakub zostanie na lodzie. Zresztą, tak może być nie tylko 14 lutego.
Ale ogólnie bawi mnie jakoś takie wielkie obchodzenie tego wszystkiego. Wiecie, rozumiem, raz w roku, jest święto życzliwości, święto bez papierosa, święto bez telefonu, to dlaczego nie może być święta miłości? Ano właśnie dlatego, że jakoś chyba zapominamy, że powinno się kochać codziennie.
14 lutego o godzinie 18:30 sprawdzę zakładkę "eksploruj" na Instagramie. Wiem, co zobaczę, nie muszę być jakimś jasnowidzem. #lovehim #loveher #loveforever #cute #couple #oneandonly.
21 lutego o godzinie 18:30 zobaczę już same selfie.
Czy to jest normalne?
Po drugie, komercja. Przeraża mnie wizja tego, że ktoś mógłby się wzbogacać takim dniem, jeśli idea jest taka, że ma się po prostu kochać. Zapominamy, że bez pieniędzy żyłoby się nam najpiękniej, jeśli wokół nas byłaby tylko miłość.
Jezu, widzicie, udziela mi się ta cała kiczowata rodem z 14 lutego! Ratunku!
Gdy byłam młodsza, ale jednak na tyle "duża", by interesować się "miłością", w każde Walentynki po cichu liczyłam na to, że jakiś mój rówieśnik okaże się być we mnie zakochany. Jednak, jak się domyślacie, przeliczyłam się. Przecież czego można wymagać od chłopców mentalnie równym dziewczynkom z 6 klasy...
Pewnie pomyślicie sobie, że zrzędzę, bo każda okazja jest dobra do zrobienia sobie święta. Bo to i w szkole trochę luzu, i w mediach jakoś tak "milej", i można się polansować, jeśli się ma chłopaka/dziewczynę. No cóż, ja zwolennikiem "chwalenia się" nie jestem, bo wiem, jak to jest być samej, a komu żal dupę ściska, ten - jak wiadomo - hejtuje. Oto opis mnie, o matko.
Jasne, że jest ktoś, kogo darzę uczuciem tak wielkim, że nie potrafię tego opisać. Wszyscy Wy, którzy to czytacie, pewnie też wyobrażacie sobie chociaż jak to jest być zakochanym. Nie będę się jednak nad tym wywodzić - diss na miłość zostawię na 14 lutego.
Może nauczmy się kochać prawdziwie, a potem się tym afiszujmy. Dopóki nie zrozumiemy, na czym polega uczucie do drugiej osoby - a polega mniej więcej na stuprocentowej akceptacji, nie pokochaniu jedynie zalet, ale głównie tych wad, które nie stanowią zbytniej różnicy; nie tylko na chęci przebywania przy tej osobie, ale także braku możliwości życia bez niej, może nie róbmy sobie Walentynek, okej? Sami kupmy sobie czekoladę i ją zjedzmy.
Jeśli masz już chłopaka/dziewczynę, zrób mu/jej prawdziwą przyjemność. Spotkajcie się, napijcie się herbaty, obejrzyjcie film, poprzytulajcie się. Doceńcie to, że macie siebie blisko! Dużo par nawet nie zdaje sobie sprawy, co byłoby gdyby musieli się rozstać na przykładowy rok (zakładam i tak, że wszystko poszłoby po co najwyżej pół roku w zapomnienie - cały ten "związek"). Niektórzy żyją tak na co dzień - ze sobą bez siebie. Ile razy dziennie mówisz lub pokazujesz jej/mu, że ją/jego kochasz? Ile razy starasz się, by się uśmiechnęła/uśmiechnął? Ile razy przemyślisz swoje słowa nim ją/go zranisz?
Walentynki nazwijmy Dniem Dobroci Dla Ludzi. Dłuższa nazwa - jaśniejszy przekaz.
Dobrym pomysłem w takim układzie jest moje pudełko z łakociami, które założyłam niedawno, gorąco polecam, na czarne godziny, smutki i rozpacze nadaje się idealnie. Wystarczy tylko odrobina zmysłu estetycznego, żeby nie zjeść wszystkiego na raz. Nawet nie wiecie jak ładnie wyglądają razem 3 czekolady, batoniki, pierniczki i żelki. Przecież szkoda to zjeść naraz.
Po przeczytaniu tej notki nie wniesiecie nic do swojego rozumowania, bo nie jestem nauczycielem. Jestem tylko istotą, która we wszystkim widzi negatywy. Cóż, taka moja rola.
Jezu, widzicie, udziela mi się ta cała kiczowata rodem z 14 lutego! Ratunku!
Gdy byłam młodsza, ale jednak na tyle "duża", by interesować się "miłością", w każde Walentynki po cichu liczyłam na to, że jakiś mój rówieśnik okaże się być we mnie zakochany. Jednak, jak się domyślacie, przeliczyłam się. Przecież czego można wymagać od chłopców mentalnie równym dziewczynkom z 6 klasy...
Pewnie pomyślicie sobie, że zrzędzę, bo każda okazja jest dobra do zrobienia sobie święta. Bo to i w szkole trochę luzu, i w mediach jakoś tak "milej", i można się polansować, jeśli się ma chłopaka/dziewczynę. No cóż, ja zwolennikiem "chwalenia się" nie jestem, bo wiem, jak to jest być samej, a komu żal dupę ściska, ten - jak wiadomo - hejtuje. Oto opis mnie, o matko.
Jasne, że jest ktoś, kogo darzę uczuciem tak wielkim, że nie potrafię tego opisać. Wszyscy Wy, którzy to czytacie, pewnie też wyobrażacie sobie chociaż jak to jest być zakochanym. Nie będę się jednak nad tym wywodzić - diss na miłość zostawię na 14 lutego.
Może nauczmy się kochać prawdziwie, a potem się tym afiszujmy. Dopóki nie zrozumiemy, na czym polega uczucie do drugiej osoby - a polega mniej więcej na stuprocentowej akceptacji, nie pokochaniu jedynie zalet, ale głównie tych wad, które nie stanowią zbytniej różnicy; nie tylko na chęci przebywania przy tej osobie, ale także braku możliwości życia bez niej, może nie róbmy sobie Walentynek, okej? Sami kupmy sobie czekoladę i ją zjedzmy.
Jeśli masz już chłopaka/dziewczynę, zrób mu/jej prawdziwą przyjemność. Spotkajcie się, napijcie się herbaty, obejrzyjcie film, poprzytulajcie się. Doceńcie to, że macie siebie blisko! Dużo par nawet nie zdaje sobie sprawy, co byłoby gdyby musieli się rozstać na przykładowy rok (zakładam i tak, że wszystko poszłoby po co najwyżej pół roku w zapomnienie - cały ten "związek"). Niektórzy żyją tak na co dzień - ze sobą bez siebie. Ile razy dziennie mówisz lub pokazujesz jej/mu, że ją/jego kochasz? Ile razy starasz się, by się uśmiechnęła/uśmiechnął? Ile razy przemyślisz swoje słowa nim ją/go zranisz?
Walentynki nazwijmy Dniem Dobroci Dla Ludzi. Dłuższa nazwa - jaśniejszy przekaz.
Dobrym pomysłem w takim układzie jest moje pudełko z łakociami, które założyłam niedawno, gorąco polecam, na czarne godziny, smutki i rozpacze nadaje się idealnie. Wystarczy tylko odrobina zmysłu estetycznego, żeby nie zjeść wszystkiego na raz. Nawet nie wiecie jak ładnie wyglądają razem 3 czekolady, batoniki, pierniczki i żelki. Przecież szkoda to zjeść naraz.
Po przeczytaniu tej notki nie wniesiecie nic do swojego rozumowania, bo nie jestem nauczycielem. Jestem tylko istotą, która we wszystkim widzi negatywy. Cóż, taka moja rola.
Tydzień na szczęście dobiega końca. "Na szczęście", bo mogę stwierdzić, że był on jednym z gorszych tygodni w tym miesiącu. Jestem wyczerpana, bolą mnie plecy, chce mi się wymiotować na ludzi wokół. Grypa, ewidentnie grypa!
Także, tak jak ostatnio, zalecam porządne ubieranie się, nawet w najbrzydsze kurtki puchowe, jeśli mają dać Wam ciepło (#potwierdzoneinfo, sama muszę się ubierać w taką, ale chociaż nie marznę). Pijcie dużo herbaty i wypoczywajcie, o ile to możliwe. Jeszcze tylko jutro i upragniony weekend, trzeci tydzień adwentu nadchodzi, a wraz z nim notka świąteczna, bo jak na blogu takim jak mój mogę ominąć temat świąt?
Hejt powinien mi ociekać z koniuszków palców, a ja taka delikatna jestem. Coś się dzieje.
Także, tak jak ostatnio, zalecam porządne ubieranie się, nawet w najbrzydsze kurtki puchowe, jeśli mają dać Wam ciepło (#potwierdzoneinfo, sama muszę się ubierać w taką, ale chociaż nie marznę). Pijcie dużo herbaty i wypoczywajcie, o ile to możliwe. Jeszcze tylko jutro i upragniony weekend, trzeci tydzień adwentu nadchodzi, a wraz z nim notka świąteczna, bo jak na blogu takim jak mój mogę ominąć temat świąt?
Hejt powinien mi ociekać z koniuszków palców, a ja taka delikatna jestem. Coś się dzieje.




